Biedny ojciec zażartował ze swoją szefową: „Uważaj, mogę się zakochać.” — a ona odpowiedziała…
Piotr nigdy nie zapomni tej chwili – stał w małej kuchni fabryki, trzymając w drżących dłoniach kubek zimnej kawy, kiedy te słowa spadły na niego jak grom z jasnego nieba. „Za późno", powiedziała Katarzyna, jego szefowa, a świat wokół niego zwolnił do przedziwnego, niemożliwego tempa. Był mężczyzną, który całe życie liczył grosze, który zostawał po godzinach, by zarobić kilka złotych więcej na buty dla córek, który kupował najtańsze produkty w Biedronce i unikał wzroku ludzi, gdy jego portfel był pusty. Miał czterdzieści siedem lat, siwe włosy przebijające się przez ciemny zarost i dłonie, które wyglądały na dziesięć lat starsze niż reszta ciała – bo właśnie tak wygląda człowiek, który całe życie pracuje fizycznie. Katarzyna była wszystkim, czym on nie był – eleganckość w białej bluzce, perfumy, które kosztowały więcej niż jego tygodniowa pensja, manicure bez jednej skazki. Była kobietą sukcesu, o trzydzieści pięć lat, bez obrączki na palcu, ale z twardym spojrzeniem, które każdego trzymało na dystans. Dlatego właśnie ten żart – głupi, niewinny żart – wydawał się bezpieczny. „Uważaj, mogę się zakochać", rzucił z uśmiechem, sądząc, że ona się roześmieje i zapomną o tym za pięć minut. Ale ona nie zaśmiała się. Spojrzała na niego tymi ciemnymi oczami i powiedziała cicho, ale wyraźnie: „Za późno, Piotrze." I wtedy wszystko się zmieniło. Bo jak to możliwe? Jak kobieta taka jak ona mogła cokolwiek czuć do kogoś takiego jak on? Do biednego ojca dwóch dziewczynek, który mieszkał w małym mieszkaniu na blokowisku w Pradze, który jeździł rozklekotanym fiatem seicento i którego największym luksusem było kupienie loda dla córek w niedzielę?
Информация по комментариям в разработке