3-letni Krzyś, 5-letnia Zuzia i 7-letni Kuba od urodzenia wychowywali się w domu dziadków. Ich rodzice są uzależnieni od narkotyków i nigdy się nimi nie zajmowali. Po dwóch latach, w trybie nagłym, sąd zdecydował o odebraniu wnuków pani Mirosławie i jej mężowi i umieszczeniu ich w rodzinie zastępczej. Czym kierowali się urzędnicy, podejmując tę decyzję?
Dzieciaki miały z nią spokój, szczęśliwy dom. Mieli babcię, która o nich dbała, były tu szczęśliwe – dodaje Mariola Basta, kolejna sąsiadka pani Mirosławy.
Dzieci po odebraniu pieczy dziadkom zostały umieszczone w zawodowej rodzinie zastępczej. Teraz dziadkowie mogą widywać wnuki raz w tygodniu przez godzinę, w ośrodku pieczy zastępczej.
W obliczu sytuacji z rodzicami dzieci, dwa lata temu dziadkowie doraźnie dostali status rodziny zastępczej. Od tej pory byli oceniani i obserwowani przez koordynatora pieczy i kuratora sądowego. W opinii koordynatora napisano, że dziadkowie nie rozumieją tego, że dzieci potrzebują emocjonalnie stabilnej sytuacji. Przede wszystkim dziadkowie mieli nie uregulować kontaktów dzieci z ich mamą. Kobieta przychodziła kiedy chciała. Jest uzależniona od narkotyków, wszczyna awantury.
Zabranialiśmy jej tu przychodzić, ale zdarzało się, że przychodziła w nocy. Uderzała w ścianę, w drzwi. Jak się dzieci budziły, to jej otwierałam – przyznaje pani Mirosława. I dodaje: - Urzędnicy mówili mi, że jak przyjdzie Justyna i nie będzie chciała opuścić mieszkania, to mam dzwonić na policję, żeby dzieci nie słyszały, że się kłócimy. Robiłam tak. Czasem policjanci mówili jej, że ma wyjść, a czasem, że może tu przebywać, bo nie ma jeszcze odebranych praw rodzicielskich.
Specjalista od lat pracujący z rodzinami osób uzależnionych potwierdza, że dla dobra dzieci należało przerwać wizyty matki, ale dziadkowie nie mieli na to szans bez odpowiedniego wsparcia.
Proces wychodzenia z walki z uzależnieniem jest bardzo długi. Niezbędne jest w nim wsparcie psychologów, psychoterapeutów specjalizujących się w terapii uzależnień – mówi Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.
Poza kwestią wizyt matki, koordynator ocenił, że dziadkowie starają się jak najlepiej opiekować wnukami, jest pomiędzy nimi silna wieź emocjonalna i współpracują z wszystkimi instytucjami. Niestety, wykazują małe zrozumienie dla emocji i potrzeb dzieci. Nie rozmawiają z nimi, traktują przedmiotowo, nie wsłuchują się w ich potrzeby, a ich metody wychowawcze są nieprawidłowe. Ponadto dzieci robią, co chcą, nie stawia się im żadnych wymagań. Dziadkowie mają niskie kompetencje wychowawcze.
W tym domu były co najmniej raz w miesiącu wizyty urzędnika, były rozmowy, ale nie było zmian. Staraliśmy się tłumaczyć jak budować prawidłowo relację mamy z dzieckiem, jak prawidłowo opiekować się dzieckiem i jakimi metodami wychowawczymi, ale oni tego nie stosowali – podkreśla Arkadiusz Andrzejewski, dyrektor Ośrodka Rodzinnej Pieczy Zastępczej w Rybniku.
W uzasadnieniu pisano, że mąż na zbyt dużo pozwala dzieciom. Wnuki kocha się ponad wszystko, dziadek, chcąc dać dzieciom radość, godził się na wiele, jak prosiły go o jakąś zabawę. Opowiedzieliśmy to wszystko szczerze, a to wszystko wyszło przeciwko nam – odpowiada pani Mirosława.
Rodzina otrzymała liczne zalecenia dla poniesienia kompetencji. Jednak według koordynatora, nie było poprawy.
Co druga rodzina by nie przeszła tych testów. Ona uczyła dzieci dobrych zachowań, wychowywała je – podkreśla pani Mariola, sąsiadka pani Mirosławy.
Powołany przez sąd zespół specjalistów potwierdził niskie kompetencje wychowawcze dziadków. Na podstawie tej opinii, sąd umieścił dzieci w zawodowej rodzinie zastępczej. Dziadkowie, którzy chcieli być rodzicami, po tej decyzji z dnia na dzień przestali być też dziadkami. Teraz o ich kontaktach z wnukami decydują urzędnicy i rodzina zastępcza. Ograniczenie kontaktu z dziadkami ma pozwolić dzieciom odnalezienie się w nowej sytuacji. Jednak osieroconych dziadków nikt nie wspiera, nikt z nimi nie rozmawia.
Dajemy przestrzeń, żeby kontakty dzieci z dziadkami były zachowane. Zapewniamy tyle, ile możemy. Widzę, że jest to pewien proces. Musimy dojść do tego małymi kroczkami. Będzie taki etap, że dziadkowie zabiorą wnuki na weekend – podkreśla Arkadiusz Andrzejewski.
Widzimy się raz w tygodniu, po godzinie. Bardzo brakuje nam wnuków. Dzieci czują to samo. Jak wiedzą, że się mają ubierać, to płaczą – odpowiada dziadek dzieci.
Teraz o ich kontaktach z wnukami decyduje sąd. Dziadkowie złożyli odwołanie od decyzji o odebraniu dzieci i czekają na pierwszą rozprawę. Wystąpili też o możliwość urlopowania wnuków na święta.
Cztery dni na święta dzieci będą z nami i jeden dzień w miesiącu do czasu zakończenia sprawy. Jesteśmy bardzo szczęśliwi – mówiła po wyjściu z sali rozpraw pani Mirosława.
Информация по комментариям в разработке